
Nie przepadam za truskawkami na cieplo, wole je jesc surowe, najlepiej takie prosto "z krzaczka".
Pamietam jak razem z mama jezdzilismy na zrywanie truskawek, mama harowala, a ja jadlam!
Ale, jesli nawet nie zarobilam zbyt wiele, zabawa byla niezla no i ten zapach truskawek...
Przepis, ktory wam podam pochodzi z ksiazki "Craquants et fondants" Cyryla Lignac.
6 osob-6 szklaneczek:
750 gr truskawek
1 zielona cyrtyna
50 gr masla (pol slone)
50 gr sproszkowanych migdalow
70 gr cukru
50 gr maki
Rozgrzac piekarnik do 180°C. Zetrzec skorke cyryny na tarce i wycisnac sok. Pokroic truskawki
(ja pokroilam na polowki, mozna w kostke, jak kto woli). Polaczyc truskawki z sokiem, skorka
i 20 gr cukru, nastepnie odstawic do lodowki. Pokroic maslo na male czesci, wyrobic palcami,
dodajac make, cukier i migdaly. Ma to miec konsystecje dosyc grubej kruszonki.
Rozlozyc kruszonke na blasze, wylozonej papierem do pieczenia i wstawic do piekarnika na
15 min. Wyjac i zostawic do ostygniecia, a nastepnie rozdrobnic palcami na mniejsze kawaleczki.
Podzielic truskawki na porcje, posypac kruszonka i podawac.




